[24h dla PANA]: Przygotowanie do spowiedzi (2)

3. „nas [...] razem z Chrystusem przywrócił do życia (...), aby w nadchodzących wiekach przemożne bogactwo Jego łaski wykazać na przykładzie dobroci względem nas, w Chrystusie Jezusie”.

„W Chrystusie Jezusie": Twoja dobroć w stosunku do mnie to miłosierdzie, tak wielkie, że staje się Człowiekiem. To Jezus przywraca mnie do życia. Często w swoim zarozumialstwie uważam, że wiem, czego potrzebuję: mierzę wręcz i kalkuluje, jaki jest ,poziom" mojego zaangażowania Ciebie. Niełatwo mi znaleźć dla Ciebie właściwą przestrzeń w ciągu mojego dnia, ponieważ tak naprawdę nie wierzę, że rzeczywiście działasz w moim życiu. Jesteś w nim, oczywiście, ale nie zawsze jestem gotowy uwierzyć, że jesteś obecny w konkretnych etapach mojego życia i że Ty możesz je przemienić. Łatwo jest sprowadzić Cię do pustej i abstrakcyjnej idei, która nie ma w rzeczywistości nic wspólnego z moimi dniami, bądź do rzeczy, którą uważamy za coś oczywistego. W spotkaniu z Twoim Synem Jezusem spada zasłona, która zakrywa moje życie takze przed moimi oczami: całe moje człowieczeństwo doznaje oczyszczenia i przemienienia w Nim.

„U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie” (Benedykt XVI, Deus caritas est, 1). Moje bycie chrześcijaninem nie może sprowadzać się do przestrzegania norm czy do upodobnienia, dostosowania się do jakiejś grupy, jak również do przyjmowania tylko tego, co uważam za „dobre dla mnie”. Bycie chrześcijaninem oznacza być Twoim, należeć do Ciebie, nawet jeśli próbuję tego uniknąć. Oto jestem w tej samej sytuacji, w której znaleźli się ci, którzy słuchając słów Jezusa, nie chcieli Go przyjąć. ,,Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda?” (Mt 13, 55). To próba pomniejszenia Go do czegoś juz znanego, co nie powinno mnie już za bardzo obchodzić. Kim jesteś dla mnie, Jezu? „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem” (J 14,6): taki jest Twój wymóg. Trudno jest pozostać wiernym temu wymaganiu: wydaje sie, że dzisiaj bardziej „serio” i fascynująco Jest nie wiedzieć, dokad się podąża, żyć w ciągłym niezdecydowaniu, nie określając tak naprawdę swojego stanowiska, nie podejmując decyzji. Znam osoby, które wybrały Twoją drogę aż do końca: dają mi świadectwo tego, że idąc za Tobą, jest się szczęśliwym. Jesteś Przyjacielem ich życia, pełnią ich radości. Kiedy spotykam prawdziwego przyjaciela, i ja czuję, że ponownie wracam do życia, to zadatek Raju. Pragnę Ciebie, który czynisz pięknym i pełnym wszystko, co żyje: to właśnie jest „stokroć”, którą obiecałeś (por. Mt 19,29). Nie mogę ukryć spotkania, które było moim udziałem, ale nieufność nadal jeszcze mnie powstrzymuje: a jednak Twoje oblicze, konkretne i obecne, wzywa mnie do udzielenia równie konkretnej odpowiedzi.

4. „Jesteśmy bowiem Jego dzielem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili”.

Panie, Ty wiesz, że wypowiedzałem moje „tak” w wolności i z miłości do Ciebie. A jednak często jestem niezadowolony, pomimo wszystkich Twoich darów. Ciągle szukam samorealizacii, afirmacji samego siebie. Nie zawsze łatwo jest zrozumieć, czego ode mnie chcesz, czasami gubię się w pustych przemyśleniach, zamiast pragnąć, by w moim życiu „przyszło królestwo Twoje, stała się wola Twoja". Nie jestem tak wolny, dyspozycyjny, jak się spodziewałem, boję się, że się pogubię.

Towarzyszy mi nieustannie lekki niepokój, także w odniesieniu do wyborów, których już dokonałem. Czasem mam pokusę, aby się wycofać: zdarzyło mi się nie dotrzymać zobowiązania, którego się podjąłem, złamać dane słowo. A może jesteś zazdrosny, kiedy ja jestem szczęśliwy? Nie rozumiem, dlaczego mam się poświęcać także wtedy, gdy wszystko idzie źle, nawet jeśli nie jest to moja wina.

Ale Ty przychodzisz i wzywasz mnie, abym Ci odpowiedział. Znalazłem się w kluczowym momencie: muszę zrozumieć, w jakim celu się urodziłem, do czego zostałem stworzony, do kogo należę. Wielu zachęca mnie do omijania problemów, do zadawalania się życiem bez wstrząsów. Były momenty, gdy wydawało mi się, że mogę tak żyć, ale wyszedłem z nich bardziej zmęczony i obciążony. Jest w moim życiu wiele znaków, które mówią, że zostałem stworzony „po coś”: po to, bym był naprawdę sobą, po to, bym był szczęśliwy.

Mam w sercu dążenie do dobra, chciałbym za nim iść. Ale podążanie za czymś wymaga wysiłku, pociąga za sobą konieczność pracy nad sobą. Nawet Ty, Chryste, nie uniknąłeś cieżarów Twojego powołania. Łaska mojego powołania, sensu mojego życia nie jest prawem nabytym raz na zawsze. „Jakżeż może się człowiek narodzić bedąc starcem?” (J 3, 4), wielokrotnie powtarzam to pytanie Nikodema jako swoje. Zdarza mi się czuć starcem, więźniem okoliczności, które wybrałem: w takich chwilach tracę nadzieję, z góry zamykam drzwi na nowe życie, które mi przynosisz. Także Twoi najbliżsi przyjaciele byli w ten sposób kuszeni: aby pomniejszyć Cię do tego, co oni myśleli o Tobie, pomniejszyć w ten sposób także ich własne powołanie. „Czyż i wy chcecie odejść?". Poprzez wieki dobiega i mnie Twoje pytanie, które zmusza mnie do odpowiedzi: bez Ciebie nie wiem, dokąd iść, moje życie pozostaje tajemnicą samą w sobie (J 6, 67–68).

Nie obiecujesz, że zabierzesz trudności od tych, którzy za Tobą idaą ale że uczynisz je lżejszymi, że napełnisz je sensem. „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie" (Mt 11, 29-30). W przedziwny sposób tędy przebiega droga do mojej samorealizacji. Czasem się boję, chowam się, staram się Ciebie oszukać. Ale kiedy biorę Cię na serio, ogarnia mnie radość. Nie jest to naiwny optymizm kogoś, komu wszystko wydaje się łatwe, ale pełnia spotkania z Tobą: rozpoznanie Twojego głosu, który nie przestaje mówić w różnych okolicznościach mojego życia. „Jesteśmy stworzeni dla dobrych czynów”: moje dni rozpoczynają się w dobru i są ku dobru przeznaczone. Bycie wiernym w wypełnianiu mojego powołania nie zawsze jest łatwe, ale dzisiaj przypominasz mi, że moje życie jest odpowiedzią na wezwanie. Ty jesteś gwarantem mojej wiernosci: „ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa” (Flp 1, 6). Moje działanie jest kontynuacją dzieła, które Ktoś rozpoczął: to właśnie jest korzeniem mojej nadziei. Mieć nadzieję oznacza dzisiaj dostrzegać i rozpoznać w tym wszystkim, co mi się przydarza, plan miłości, który dla mnie przygotowałeś już wtedy, gdy „utkałeś mnie w łonie mej matki” (Ps 139). Nic się przed Tobą nie ukryje z tego, kim jestem, „przenikasz mnie i znasz mnie” i takiego jakim jestem, przyjmujesz mnie w całości i chcesz wszystko doprowadzić do końca. Tylko tak mnie kochasz: od kiedy zrozumiałem, jak wielka jest Twoja miłość, trudno mi zadowolić się czymś mniejszym. „Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?” (Mk 8, 36).

 

Zatrzymać się, by rozważyć

„Spojrzał na niego z miłością”

Jezus osobiście zostaje dzisiaj z tobą i dla ciebie. Patrzy na ciebie z miłością (por. Łk 24, 29). Wobec Jego spojrzenia myśli codzienności tracą dotychczasowy bieg i znajdują inny kierunek. Nie stoisz przed kimś nieznajomym, ponieważ w Nim i przez Niego zostałeś wybrany, stworzony, umiłowany (por. Ef 1,3-14). On cię zna i kocha. To znaczy, że widzi w tobie coś dobrego, widzi przyjaciela. W jakiejkolwiek sytuacji byś się znalazł, Jezus patrzy ci w oczy, by wyznać ci swoją miłość. ,,To właśnie jest styl Boga: nie jest niecierpliwy, tak jak my, którzy często chcemy wszystkiego, i to natychmiast, także w relacjach z osobami. Bóg jest wobec nas cierpliwy, bo nas kocha, a kto kocha, ten rozumie, ma nadzieję, obdarza zaufaniem, nie porzuca, nie burzy mostów, umie przebaczać. Pamiętajmy o tym w naszym chrześcijańskim życiu: Bóg na nas zawsze czeka, także kiedy się oddaliliśmy! On nigdy nie jest daleko, a jeśli do Niego wrócimy, gotów jest nas przyjąć z otwartymi ramionami” (Papież Franciszek, Homilia na Niedzielę Bożego Miłosierdzia, 7.04.2013).

U początków naszego istnienia, u początków całego wszechświata jest nie pragnienie, aby nasze serca były szczęśliwe, ale Bóg, który pragnie i chce dla nas pełni życia. Nasze poszukiwanie szczęścia i życia już otrzymało swoją odpowiedź. Odpowiadając szczerze i z ufnością na spojrzenie Jezusa, możesz zaczerpnąć z tej pelni życia, której szukasz. A jeśli nie znajdujesz niczego dobrego w swoim życiu, zapytaj samego siebie, co odbiera ci nadzieję! To jest właśnie grzech: wszystko to, co oddala cię od Boga i od Jego przyjaźni.

Ale nie bój się. Mimo to Pan cię kocha. To nie ty Go szukałeś co pierwszy, ale to On ciebie wybrał (por. 1 J 4,10; J 15, 16-17).

„Każdy z nas, każdy z nas, jest tą zagubioną owcą, tą utraconą monetą. Każdy z nas jest owym synem, który zmarnował swoją wolność, idąc za fałszywymi bożkami, iluzjami szczęścia, i wszystko utracił. Ale Bóg o nas nie zapomina, Ojciec nigdy nas nie opuszcza. Jest ojcem cierpliwym, zawsze na nas czeka! Szanuje naszą wolność, ale zawsze pozostaje wierny. A kiedy do Niego wracamy, wita nas jak synów, w swoim domu, bo nigdy, nawet na chwilę, nie przestał nas z miłością oczekiwać. A Jego serce cieszy się z powodu każdego dziecka, które powraca. W jego sercu jest święto, bo jest w nim radość. Bóg raduje się tą radością, kiedy któryś z nas, grzeszników, idzie do Niego i prosi o przebaczenie” (Papież Franciszek, Modlitwa na Anioł Pański, 15.09.2013).

Spróbuj przypomnieć sobie wszystkie dary, które otrzymałeś od Boga. Z pewnością jest ich wiele. Zaczynając od tych znaków Jego miłości, na nowo wyrusz w drogę, aby odnaleźć właściwe proporcje.

Ciąg dalszy – w przyszłą niedzielę. 

 

[Papieska Rada ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, Bóg bogaty w miłosierdzie (Ef 2,4). Dodatek duszpasterski. 24 godziny dla Pana (13-14 marca 2015). Wyd. Przystanek Jezus, Gubin 2015, s. 17-21]


© 2019 Parafia Bożego Ciała. Wszystkie prawa zastrzeżone. Powered by Mega Group